Pewnego
dnia zadzwonił telefon i usłyszałam w słuchawce: - znalazłam ślad po
słupskim krzyżu pokutnym, który tak bardzo chciałaś znaleźć... Wisiał jako
eksponat wmurowany w ścianę przedwojennego Heimatmuseum w Nowej Bramie.
Sprawdź może tam jeszcze jest!
Autorką informacji była dr Elżbieta Szalewska, której kiedyś zwierzyłam
się, że bardzo chciałabym zobaczyć chociaż jeden z pomorskich krzyży pokutnych.
Szanse były niewielkie, bowiem wszystko wskazywało na to, że te osobliwe
kamienie dawno przestały istnieć i ślad po nich pozostał jedynie w publikacjach
historyków. Dlaczego mnie zaciekawiły? Było to tak. Na sesji naukowej
zorganizowanej przez Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku pojawiła się
liczna grupa uczestników seminarium doktoranckiego prowadzonego w Katedrze
Etnografii Uniwersytetu Poznańskiego przez niekonwencjonalnego naukowca
- prof. Wojciecha Łysiaka. Profesora znałam wcześniej, jako dowcipnego,
upartego popularyzatora starej pomorskiej etnografii - wierzeń, podań
ludowych, folkloru, zwyczajów, obrzędowości, bajek etc. W tym roku poznaniacy
przedstawili muzealnikom m.in. wyniki badań nad pomorskimi krzyżami pokutnymi,
które ogromnie mnie zaciekawiły.
Kamienie morderców
Żeby zrozumieć, czym w przeszłości były kamienie pokutne morderców, trzeba
wejść w krąg niepisanych praw, które obowiązywały ludność Pomorza od średniowiecza.
Wkroczenie na arenę kultury krzyży pokutnych wiązać należy z upowszechnionym
około r. 1300 zwyczajem polegającym na polubownym rozwiązywaniu sporów między
rodziną zgładzonej osoby a jej mordercą - twierdzi młody poznański etnograf
- Waldemar Kuligowski. - Zabójca, który chciał uniknąć kary -
a były nią tortury - wstęp do bardzo bolesnego rozstania z doczesnością
- musiał się zgodzić na spełnienie licznych, drobiazgowo wyliczonych zobowiązań.
Formułowano je w specjalnie zawieranych porozumieniach zwanych "Compositio".
Nie ma o nich wzmianki w polskich, ani niemieckich kodeksach prawnych, system
"kompozycyjny" należał bowiem do zbioru kar prywatnych, nie zaś
publicznych. "Compositio" funkcjonowało w sytuacjach, kiedy rodzina
zamordowanej osoby odstępowała od aktu krwawej zemsty, lub też złożenia
skargi sądowej, decydując się na zaproponowaną przez zabójcę formę ugody.
W jej skład wchodziło przede wszystkim opłacenie wszelkich kosztów pogrzebu
ofiary, przekazanie stronie pokrzywdzonej kwoty pokutnej (główszczyzny,
czyli sumy za głowę zabitego) a także - obowiązek łożenia na osierocone
dzieci, aż do momentu osiągnięcia przez nie pełnoletności.
Istotnym elementem "Compositio" było także określenie sposobu
wypełnienia pokuty. Przybierała ona różną postać, w zależności od decyzji
rodziny zamordowanego. Mogła zatem pokuta obejmować obowiązek wpłacenia
konkretnej sumy na szpitale, kościoły, budowę murów obronnych; mogła zawierać
wymóg stawienia się przy grobie ofiary w koszuli pokutnej, z mieczem zawieszonym
na szyi; czasem nakazywała leżenie krzyżem w kościele przez kilka kolejnych
niedziel; często zobowiązywała do odbycia pielgrzymki.
Jednak prawie zawsze pojawiał się wymóg własnoręcznego postawienia kapliczki,
słupa lub krzyża, które miały stanowić trwałe świadectwo pokuty, ustawiane
w miejscu dokonania zbrodni lub grobu zabitego. Dopiero po spełnieniu wszystkich
warunków, dochodziło w cieniu pokutnego krzyża do pojednania stron, pieczętowanego
symbolicznym uściskiem. W tym właśnie momencie morderca zmazywał z siebie
brud grzechu i ciężar winy.
Najstarsze zabytki
Najstarsze krzyże pokutne zabójcy wykonywali sami. Najczęściej zawierały
one nazwisko ofiary, sprawcy zbrodni i jej datę. Często rodziny zamordowanych
życzyły sobie, by winowajca wyrył w kamieniu także narzędzie zbrodni.
Takie kamienie wiekami tkwiły na tym samym miejscu i były szanowane przez
mieszkańców. Z czasem obrastały w legendy.
Przedwojenny słupski historyk - Rudolf Hardow wymienił najstarsze, pomorskie
krzyże pokutne: umieszczony w Pasewalk krzyż z 1367 r., krzyż słupski
z 1380 r. oraz krzyż spod Szczecina z roku 1423. Otóż, ten ostatni krzyż
ma swój rodowód w ... podsłupskim Warcinie. Kamień, który stał przy drodze
wiodącej ze Szczecina do Penkun miał napis "Henrik von Ramin został
zabity przez chłopa z Warcina". Poznańscy badacze trafili w archiwach
na ślad lokalnego podania, które mówiło o tym , że chłop z Warcina zamordował
właściciela okolicznych ziem za uwiedzenie urodziwej żony. Jak wyglądał
wyrzeźbiony przez chłopa krzyż - już niestety nie wiadomo, bowiem nie
przetrwał do dziś.
W 1532 r. wszedł w życie kodeks karny Karola V, który znosił obowiązek
samodzielnego wykonania krzyży pokutnych. Od tej pory pomniki upamiętniające
tragiczną śmierć stały się bogatsze i bardzo ozdobne. Wedle badań przeprowadzonych
przez poznańskich etnografów, najdawniejsze informacje dotyczące krzyży
pokutnych na Pomorzu pochodzą dopiero z XV wieku a za jedyny ocalały krzyż
pokutny uchodził dotąd kamień ze Stargardu z roku 1542. Potężny krzyż
łaciński o wysokości 276 cm miał pod postacią Chrystusa Ukrzyżowanego
napis "Niech Bóg zlituje się nad Hansem Billeke" zaś
na odwrotnej stronie krzyża napisano: "W 1542 r. został zamordowany
żelaznym prętem Hans Billeke przez swego kuzyna Lorenza Madera".
Fascynująca historia krzyży pokutnych, obrastających przez wieki legendami,
wydawała mi się już tylko kategorią nieznanej kultury odnotowaną w literaturze.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy dr Szalewska zadzwoniła do mnie z informacją,
że także w Słupsku istniał stary krzyż pokutny - przez wiele lat będący
eksponatem przedwojennego muzeum.
Nieznany słupski krzyż mordercy
Według przedwojennego przewodnika muzealnego krzyż pokutny z 1380 r.
był wmurowany w ścianę Nowej Bramy, tuż pod zabytkową koroną. Pobiegłam
do Nowej Bramy szukać kamiennego krzyża. Korona była na swoim miejscu
a pod nią widniał ślad jaśniejszych cegieł. Nie ulegało wątpliwości, że
krzyż wymontowano. Pani Joanna Piotrowska z Muzeum Pomorza Środkowego,
która była świadkiem przenosin placówki muzealnej z Nowej Bramy do Zamku
Książąt Pomorskich w 1963 r. powiedziała mi, że krzyż jeszcze wtedy wisiał
na ścianie.
Początkowo myślałam, że go skradziono z niepilnowanej przez wiele lat
Nowej Bramy, ale później od kustosza zbiorów dawnych MPŚ -Alicji Konarskiej
dowiedziałam się, że kamień spokojnie leżał przez wiele lat w magazynie
muzealnym w Luleminie. Widocznie został przez ówczesnego dyrektora - Ludwika
Przymusińskiego uznany za cenny, bowiem w 1966 r. kazał go wymontować
ze ściany i schować. Muzealnikom słupskim krzyż był znany, naukowcom z
Poznania - już nie.
Wszystko wskazuje, że zabytek ten jest ogromną rewelacją, bowiem jest
to prawdopodobnie jedyny ocalały na Pomorzu a może i w kraju średniowieczny
krzyż pokutny.
Chrystus z deseczką
Przed wojną słupski krzyż uznawany był za bezcenny zabytek. Tak o nim
pisano w 1930 r. w książce "Grabdenkmäler im Stadt und Landkreis
Stolp":
Słupski krzyż morderców pochodzi ze szpitala św. Ducha (znajdował się
on w sąsiedztwie dzisiejszego ratusza) a kiedy szpital rozebrano w 1903
r. przeniesiono go najpierw do ogrodu za ratuszem a później do muzeum.
Dziś nie można rozeznać pierwotnego kształtu krzyża, bowiem oba ramiona
musiały być odłamane w czasach, gdy stał on na cmentarzu szpitalnym. Mimo
uszkodzeń nadal ma 230 cm wysokości.
Na tym średniowiecznym obelisku jest wyryta postać Ukrzyżowanego.
Chrystus nie jest tu pokazany jako zwisający, lecz jako stojący na deseczce.
Taka postać jest najdawniejszym wizerunkiem, bowiem dopiero po 1220 r.
rozpoczęła się era przedstawiania Chrystusa jako postaci zwisającej, ze
stopami przybitymi jednym gwoździem. Zwraca również uwagę głowa, znajdująca
się pionowo nad korpusem a nie - jak przedstawiano później, pochylona
w prawą stronę. Dla tego rodzaju monumentalnych krzyży pokutnych, nasz
przykład występuje już jako ostatni z pierwotnych w kraju.
Wyróżniają
go najdawniejsze cechy - nogi stoją obok siebie na deseczce, na prosto
trzymanej głowie nie ma jeszcze korony cierniowej, tylko aureola z równoramiennym
krzyżem. Pod Ukrzyżowanym jest ślad po zatartej erozją tarczy herbowej
zamordowanego. Na bocznych brzegach i u góry są nieczytelne napisy w gotyckich
minuskułach. U góry wyryto litery ILHE, przed którymi i za którymi jest
widoczne miejsce na jeszcze jedną literę. Na prawym ramieniu są ślady
liter IN, być może resztki zwyczajowego wówczas napisu INRI. (Jezus Nazarenus
Rex Judeorum). Szpital św. Ducha powstał rok po przyznaniu Słupskowi praw
miejskich - w 1311 r. a więc kamień mógł przez wieki stać na jego cmentarzu
- od 1380 r. aż do 1903. Niestety, dziś można tylko domniemywać, że w
tym szpitalu zmarł w 1380 r. szlachcic - ofiara morderstwa, którego rodzina
zobowiązała zabójcę do samodzielnego wyrycia krzyża pokutnego i zapewne
do innych czynów, czy datków. Ślad o nich nie zachował się nawet w lokalnych
podaniach, co etnografom wydaje się dziwne.
Słupski krzyż pojawił się na ekspozycji muzealnej dopiero w 1999 r., po
ekspertyzach naukowych przeprowadzonych przez Uniwersytet Poznański. Muzealnicy
są ostrożni w ocenach, więc na metryczce zabytku umieścili znak zapytania.
Być może kiedyś zagadka pokutnego krzyża mordercy zostanie całkowicie
wyjaśniona. |